poniedziałek, 20 lipca 2015

"Tańcząca" ~ Sarah Rubin

autorka: Sarah Rubin
wydawnictwo: Egmont Polska Sp. z. o. o.
data wydania: 2011-10-03
liczba stron: 272
Zabierałam się za opisywanie mojej przygody z "Niezłomnymi", ale to kiedy indziej. Jak zawsze wyszło inaczej, ale moja kuzynka ma jakiś dar przekonywania. Zapraszam do czytania moich (może) czasami interesujących bazgrołów. 


"Tańcząca" to historia idealna dla każdej dziewczynki, która kiedykolwiek marzyła o tym, żeby założyć na stopy baletki i zatańczyć słynne "Jezioro łabędzie". Najlepiej gdyby taka dziewczyna miała około dwunastu lat, bo później ta opowieść może wydawać się... niekoniecznie odpowiednia. Książka wyszła z serii różowe okulary, a to mówi samo za siebie. Pomimo drobnych problemów jest po prostu... różowo! Zaczynając od okładki, kończąc na treści.

Casey to dziewczyna właściwie normalna i  wcale nie jest popularna królową. Początkowo można byłoby ją podciągnąć pod kategorię Kopciuszka. Z wyglądu jest daleka od baletnicy, wątłe ramiona, za chude nogi, a na nogach ma za duże i zmęczone życiem trampki. No cóż... jednak nadzieja umiera ostatnia, a marzeń nie da się zlikwidować przez niekorzystną sytuację majątkową. 
Warto stwierdzić, że jest półsierotą, a jej matce trudno było utrzymać dom, nie mówiąc już o spełnianiu marzeń córki w postaci wyjazdu do Nowego Jorku, do szkoły baletowej. 
        Właściwie to ja nie wiem dlaczego w książkach dla starszych dzieci i młodzieży jest tak ogromna ilość bohaterów pozbawiona rodziców np. "Harry Potter..., Igrzyska śmierci itp."
            Oczywiście jak to bywa w różowym świecie nasza bohaterka pomimo wszystko wyjechała do wymarzonego, Nowego Jorku. Książka była totalnie przewidywalna i to jest dla mnie jej ogromnym minusem, ale ta opowieść mogłaby nauczyć dzieci dużo rzeczy. Casey, żeby dopiąć swego podjęła się pracy w szpitalu, co było dla niej na pewno ogromnym wyrzeczeniem. Pani Sarah pokazała nam też przyjaźń i zazdrość, co bywa dość zgubne. 
   Ja chyba nie mam już nic do dodania, warto Wam powiedzieć, że to lektura, którą przerobiłam dobre trzy lata temu i opierałam się na faktach, które zapamiętałam, bo wracanie do przygód Quinn nie jest dla mnie czymś zachęcającym. 
Ale mimo wszystko okładka jest całkiem spoko ;D

"Harry Potter i Kamień Filozoficzny" ~ J.K.Rowling

autorka:J.K.Rowling
wydawnictwo:Media Rodzina
data wydania: 26 czerwiec 1997
liczba stron: 324



Jak to ze mną bywa, najpierw film, potem książka, ale co się dziwić? Podczas oficjalnej premiery w Polsce (20 kwiecień 2000) miałam całe trzy miesiące, a mama jeszcze wtedy miała inne problemy niż wybieranie bajek do czytania. Podobno byłam nieznośnym dzieckiem...


Wątpię, że istnieje jeszcze jakiś mugol, który nie zna urzekającej i magicznej historii młodego czarodzieja, ale może ktoś się jeszcze uchował i zastanawia się czy warto. Warto!
 
UWAGA, SPOJLERY!

"Harry Potter i Kamień Filozoficzny" to książka rozpoczynająca siedmiotomową serię o przygodach syna Lily i Jamesa. Jak to w seriach bywa, pierwsza książka wydawałaby się być nudną, wypełnioną przydługimi i nudnymi opisami i pozbawiona akcji. Otóż nie! Pani Rowling w jakiś magiczny sposób połączyła akcję, żebyśmy się nie zanudzili i informacje, bez których dalej ani rusz. 
    Hogwart to miejsce inne niż wszystkie. Niby szkoła, ale taka, do której każdy szanujący się czytelnik chciałby uczęszczać. Trafiają tam dzieci w wieku jedenastu lat, ale po co komu wiedza o magicznej szkole, skoro nie wie kim jest? Harry Potter został wychowany przez siostrę swojej matki, która rzekomo zginęła w wypadku. Jak łatwo można się domyślić, nasz okularnik został wychowany w niewiedzy, a jego obowiązkiem było usługiwanie Dursleyom. Szarą rzeczywistość już prawie jedenastolatka przerywa list zaadresowany do niego w dość dziwny sposób, bo kto pisze na kopercie miejsce, w którym adresat śpi? Pieczęć Hogwartu nic nie mówi naszemu bohaterowi, ale jego wujostwo doskonale wie co się święci. Jeden list to nic, łatwo można go zniszczyć, ale Dumbledore był nieustępliwy i z jednego listu zrobiła się cała masa korespondencji, którą koniec końców Harry dostał w swoje ręce. Później sprawy toczą się gładko... Hagrid - półolbrzym, który przy Harrym wygląda jak prawdziwy i baaardzo owłosiony olbrzym, odnajduje chłopaka i zabiera go ze sobą. 
               Pomyślmy... Wielki owłosiony, wywarzający drzwi i dorabiający świński ogonek złośliwemu kuzynowi mutant przychodzi i mówi, żeby dziecko za nim poszło. Nie, no w sumie dał mu tort, wszystkie grzechy wybaczone! 
        Razem z Harrym poznajemy ulicę Pokątną, ulicę na której można kupić różdżkę, kociołki, a nawet miotłę i to nie taką do zamiatania podłogi. Właśnie tam nasz wybraniec dostaje swoją pierwszą przyjaciółkę - Hedwigę. Prosto z Pokątnej niesamowity duet - Hagrid i Harry udają się na peron 9 i 3/4. Tam rozkwitają pierwsze przyjaźnie, a nasz tytułowy bohater ma pierwsze starcie z klanem rudowłosych Weasleyów. 

           No tak... Było miło, ale chyba nie przeczytałam jeszcze książki, która opiera się na samym szczęściu i powodzeniach. Świat Harrego Pottera to świat niekoniecznie kolorowy. Tak jak wszędzie występują czarne charaktery, a szczególnie jeden - Lord Voldemort lub Czarny Pan. Jest to czarodziej z przeszłością, niekoniecznie dobrą, któremu zagrażało pewne urodzone w lipcu niemowlę i dlatego postanowił się go pozbyć jednym, niegrzecznym zaklęciem. Początkowo wszystko szło gładko, ale Rude mają to do siebie, że są raczej uparte. Lily Potter pewnie jak każda matka nie pozwoliła skrzywdzić swojego syna, wydając w ten sposób na siebie wyrok śmierci. Tamtego dnia Voldemort zabił dwoje dorosłych i doświadczonych czarodziei, ale poza słynną blizną, nic nie zrobił wybrańcowi. Urodzonego z nadzieją na lepsze jutro, urodzonego jako tego, który miał zmierzyć się z Czarnym Panem i wybranego do jego pokonania. 







 Chyba lepiej bym wyszła na tym, jakbym zaczęła wam nagrywać filmy, bo mam wam tyle do powiedzenia, a klawiatura mnie w jakiś sposób ogranicza. Ale nie, nie... Będę pisała, YouTube to nie moja bajka. 

Zamówiłam sobie dwie książki na arosie i jestem meega szczęśliwa ;D Serio, polecam ten dyskont, bo ceny są zdecydowanie mniejsze niż w empiku. 

Do napisania ;*

niedziela, 19 lipca 2015

"Syn złodziejki" ~ Bąkiewicz Grażyna


autorka: Grażyna Bąkiewicz
wydawnictwo: Literatura
data wydania: 2012-02-09
liczba stron:296
 
 
 Książka wpadła w moje ręce przypadkiem, bo podczas jednej z kolejnych, nudnych wycieczek szkolnych. Muzea to nie moja bajka, a znajoma akurat kończyła tę opowieść, więc czemu by się nie skusić? Zapowiadało się lepiej niż patrzenie na antyki. 
Opowieść skupia się na chłopcu, o jakże oryginalnym imieniu - Hieronim Wróbelek, który w swoim piętnastoletnim życiu został doświadczony przez los. Przenoszony z jednego sierocińca do drugiego i oddawany z rąk do rąk kolejnych opiekunów zapewne nie czuł się szczęśliwy. Syn złodziejki, który nie zdążył poznać ojca, a matka nie zdążyła się go pozbyć kiedy był jeszcze w jej łonie, mimo wszystko czuje coś do rodzicielki i chce się z nią zobaczyć. Co jakiś czas możemy zagłębić się we wspomnienia chłopaka, dzięki czemu dowiadujemy się o jego charakterze i zabawnych lub przytłaczających sytuacjach z życia. 

Książka napisana bardzo przystępnym językiem, z odpowiednią dla mnie czcionką i uwaga, uwaga! Nie ma śnieżnobiałych stron, których szczerze nienawidzę. Autorka pokazała nam trochę inny świat, który przepełniony jest psychologią, chociażby dlatego, że powodem, dla którego mama Hieronima go "unikała" była troska i strach o dziecko. 

Skoro łódzka złodziejka ma jednak jakieś głębsze uczucia, a za piętnastolatkiem chodzi przeuroczy maluch, to książka chyba jest warta uwagi?  Nie należy do najdłuższych i można się z nią zmierzyć "na raz". Co prawda nigdy do niej nie wróciłam, ale to przez to, że cały czas mam coś do czytania, ale kto wie? Może po dwóch latach odniosłabym inne wrażenie na temat akcji, dziejącej się w Łodzi? 
 
 



Dzieeeeń dobry!

Witam wszystkich!

Zarówno tych, którzy trafią tutaj na początku mojej przygody z internetami i tych, którzy przybędą na mój blog za miliony lat. Właściwie to ciekawe czy za milion lat komputery będą jeszcze w użytku? Ktoś w końcu mógłby wynaleźć jakiś wehikuł...

Celem założenia tego bloga jest, a raczej są książki. Niestety w moim środowisku nie mam ludzi, z którymi mogłabym porozmawiać, więc przybyłam tutaj. W zdradliwej erze komputerów i telefonów książki odchodzą do "lamusa", ale ja cierpliwie i niezmiennie z nimi trwam. Mam szczerą nadzieję, że znajdzie się tutaj jakiś Ktosiek, który tak jak ja jest zwariowany na punkcie książek i będę miała kogoś, kto będzie mi podsuwał pod nos kolejne pozycje.

Jako, że jestem nastolatką to bez większego zaskoczenia... Będę dzieliła się swoją opinią na temat młodzieżówek. Nie mówię, że nie będzie tutaj nic poważniejszego, ale musicie wiedzieć na czym stoicie.

Tak więc...

Nazywam się Natalia, na drugie Honoratka, Carter West to mój mąż i jak pewnie zdążyliście się dowiedzieć mam bardzo rozwiniętą wyobraźnię ;))


Do napisania! ;D